wtorek, 27 sierpnia 2013

Prolog



                                  Violetta
„ Wczoraj były moje 18 urodziny. Tata pozwolił mi je wyprawić w Restó. Wszyscy byli mile widzeni. Nawet Ludmiła przyszła, no ale cóż… Przyszedł też mój León♥ Dostałam od niego w prezencie… Szczeniaczka! Jest prześliczną suczką, razy cocker spaniel. Jeszcze nie wybrałam dla niej imienia, ale na pewno z Leonem coś wymyślimy. Impreza była cudowna! Wraz z Fran, wymyśliłyśmy, że zrobimy karaoke. Wszystkim się to spodobało.
Ohh.. 18 lat. Za rok skończe naukę w Studio. Co będzie dalej?”
Napisałam w moim pamiętniku. Zamknęłam go i opadłam na łóżko. Jestem taka szczęśliwa, że tata zrozumiał, że kocham śpiewać i chodzę do Studio. Naprawdę się zmienił. Zerwał z Jade, co bardzo mnie cieszy.
Nagle usłyszałam, że ktoś puka do moich drzwi od pokoju.
-Kto tam? –spytałam, siedząc na łóżku.
Do pokoju wszedł Leon.
-Cześć Violu. –pocałował mnie w policzek i usiadł obok.
-Oh, Leon, tak się cieszę że przyszedłeś. Trzeba w końcu dać imię spanielce. –odwróciłam głowę w kierunku legowiska mojej suczki. Zaraz, zaraz… Przecież ona przed chwilą jeszcze wymachiwała radośnie ogonem, a teraz śpi jak suseł. Jest naprawdę słodka *-*
-Nie mam pojęcia. –zaśmiał się. –Ty na pewno masz już wiele pomysłów.
-Chciałabym, żeby jej imię zaczynało się od litery „L”, żeby zawsze przypominała mi o moim cudowny Leonie! –przytuliłam się do niego mocno.
-Lukrecja? Niee… Lawenda? Haha, nie… Wiem! Lucy!
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Lucy… Ślicznie! Leon, Ty jak już coś wymyślisz! –pocałowałam go w policzek,ale on zrobił niezadowoloną minę. Przekręciłam głowę ze zdziwienia, nie wiedziałam o co mu chodzi. Po chwili pocałował mnie.
-Kocham Cię. –powiedział, odgarniając mi kosmyk włosów.
-Ja Ciebie też. – westchnęłam.


                                Leon
Jak ja kocham Violettę ♥ Nie mogę uwierzyć, że jakieś 2 lata temu mogłem chodzić z Ludmiłą… Teraz naprawdę wiem, czym jest miłość.
-Hej, zobacz. Lucy się obudziła. Długo spała… -zaśmiałem się. – No to może jakiś spacerek we trójkę?
-Jasne! Lucy… -poklepała się po kolanach, na co suczka wskoczyła jej na nogi. –Podasz mi smycz? Leży na biurku.
Szybko wykonałem polecenie. Po pięciu minutach byliśmy już na dworze.
-Jaki piękny wieczór… Zaraz załapiemy się na piękny zachód słońca. –szedłem blisko Violi, obejmując ją ramieniem. 


Nagle Lucy trochę przyśpieszyła dlatego pociągnęła Violette wprost w kałuże.

No nie ! jestem cała mokra – powiedziała wstając z twardej ziemi - Będę musiała pójść się przebrać …

Po chwili zaczął padać deszcz.


-Teraz to już bez znaczenia – odparłem , okrywając Violę moją kurtką. Na znak wdzięczności dała mi całusa.


 ---------------------------------------------------------------------------------

Tak o to powstał Prolog xd   Jak już tu jesteś, dodaj komentarz To motywuje :3