Violetta
„ Wczoraj były moje 18 urodziny. Tata pozwolił mi je wyprawić w Restó.
Wszyscy byli mile widzeni. Nawet Ludmiła przyszła, no ale cóż… Przyszedł też
mój León♥
Dostałam od niego w prezencie… Szczeniaczka! Jest prześliczną suczką, razy
cocker spaniel. Jeszcze nie wybrałam dla niej imienia, ale na pewno z Leonem
coś wymyślimy. Impreza była cudowna! Wraz z Fran, wymyśliłyśmy, że zrobimy
karaoke. Wszystkim się to spodobało.
Ohh.. 18 lat.
Za rok skończe naukę w Studio. Co będzie dalej?”
Napisałam w
moim pamiętniku. Zamknęłam go i opadłam na łóżko. Jestem taka szczęśliwa, że
tata zrozumiał, że kocham śpiewać i chodzę do Studio. Naprawdę się zmienił.
Zerwał z Jade, co bardzo mnie cieszy.
Nagle
usłyszałam, że ktoś puka do moich drzwi od pokoju.
-Kto tam? –spytałam,
siedząc na łóżku.
Do pokoju
wszedł Leon.
-Cześć Violu.
–pocałował mnie w policzek i usiadł obok.
-Oh, Leon,
tak się cieszę że przyszedłeś. Trzeba w końcu dać imię spanielce. –odwróciłam głowę
w kierunku legowiska mojej suczki. Zaraz, zaraz… Przecież ona przed chwilą
jeszcze wymachiwała radośnie ogonem, a teraz śpi jak suseł. Jest naprawdę słodka
*-*
-Nie mam
pojęcia. –zaśmiał się. –Ty na pewno masz już wiele pomysłów.
-Chciałabym,
żeby jej imię zaczynało się od litery „L”, żeby zawsze przypominała mi o moim
cudowny Leonie! –przytuliłam się do niego mocno.
-Lukrecja?
Niee… Lawenda? Haha, nie… Wiem! Lucy!
Uśmiechnęłam
się szeroko.
-Lucy…
Ślicznie! Leon, Ty jak już coś wymyślisz! –pocałowałam go w policzek,ale on
zrobił niezadowoloną minę. Przekręciłam głowę ze zdziwienia, nie wiedziałam o
co mu chodzi. Po chwili pocałował mnie.
-Kocham Cię. –powiedział,
odgarniając mi kosmyk włosów.
-Ja Ciebie
też. – westchnęłam.
Leon
Jak ja kocham
Violettę ♥ Nie mogę uwierzyć, że jakieś 2 lata temu mogłem chodzić z Ludmiłą… Teraz
naprawdę wiem, czym jest miłość.
-Hej, zobacz.
Lucy się obudziła. Długo spała… -zaśmiałem się. – No to może jakiś spacerek we
trójkę?
-Jasne! Lucy…
-poklepała się po kolanach, na co suczka wskoczyła jej na nogi. –Podasz mi
smycz? Leży na biurku.
Szybko
wykonałem polecenie. Po pięciu minutach byliśmy już na dworze.
-Jaki piękny
wieczór… Zaraz załapiemy się na piękny zachód słońca. –szedłem blisko Violi,
obejmując ją ramieniem.
Nagle Lucy
trochę przyśpieszyła dlatego pociągnęła Violette wprost w kałuże.
No nie !
jestem cała mokra – powiedziała wstając
z twardej ziemi - Będę musiała pójść się przebrać …
Po chwili zaczął padać deszcz.
Po chwili zaczął padać deszcz.
-Teraz to już
bez znaczenia – odparłem , okrywając Violę moją kurtką. Na znak wdzięczności
dała mi całusa.
---------------------------------------------------------------------------------
Tak o to powstał Prolog xd Jak już tu jesteś, dodaj komentarz To motywuje :3
Super!!!
OdpowiedzUsuńSuper nie mogę się doczekać 1 rodzialu
OdpowiedzUsuńŚwietne !
OdpowiedzUsuńHaha, takie pieski to są zawsze słodkie *.*
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział! I jeszcze do tego deszcz... Niech tańczą w deszczu, jak w DIRTY DANCING :D
Bwahbwahahah :P Ja dzisiaj mam niecne pomysły :D
Pamiętam, jak wchodziłaś do mnie na bloga i czytałaś rozdziały komentując je... Teraz zabrakło Ciebie i życia jakie tknęłaś w moje opowiadanie. Może jednak wrócisz? Tęsknię :)
http://violetta-story.blogspot.com -wpadniesz i skomentujesz? Byłoby mi miło ;3